Od ulicy do mieszkania

Nikt nie trafia z ulicy prosto do własnego mieszkania. Między jednym a drugim jest droga — a na każdym jej etapie człowiek potrzebuje czegoś innego.

Zobacz, jak to działa ↓

Zanim zaczniemy: skąd bierze się bezdomność

Bezdomność rzadko zaczyna się na ulicy. Zaczyna się od utraty pracy, choroby, przemocy w domu, rozpadu rodziny, długów — zwykle od kilku takich rzeczy naraz. Kiedy zabraknie ludzi, którzy mogliby pomóc, każdy kolejny problem pogłębia poprzednie: bez adresu trudno o pracę, bez pracy o zdrowie, bez zdrowia o cokolwiek.

Dlatego nie da się „załatwić” bezdomności jedną przysługą. Trzeba przejść z człowiekiem całą drogę z powrotem.

Znajdujemy ludzi tam, gdzie są

W metrze, na klatkach schodowych, w parkach, w pustostanach, w galeriach handlowych. Nasi streetworkerzy codziennie jeżdżą po wszystkich dzielnicach Warszawy nie po to, żeby kogoś skądś przegonić, tylko żeby zapytać: czego panu potrzeba? Czasem odpowiedzią jest ciepła odzież, czasem opatrunek, a czasem długie milczenie — bo zaufanie do ludzi też bywa pierwszą rzeczą, którą kryzys zabiera.

1194 osoby objęte streetworkingiem dzielnicowym w 2025 roku
Więcej o streetworkingu →

Budujemy zaufanie, nie wypełniamy formularzy

Pierwsze spotkanie prawie nigdy nie kończy się decyzją o zmianie. I nie musi. Ten etap wymaga cierpliwości: bywa, że mija wiele rozmów, zanim ktoś w ogóle zechce myśleć o kolejnym kroku. To jest w porządku — przychodzimy tak długo, aż będzie gotów.

Dlaczego tak?

Dlaczego przychodzimy do kogoś, kto nas nie wzywał? Bo kryzys bezdomności zabiera między innymi siłę do proszenia o pomoc. Im dłużej ktoś jest na ulicy, tym trudniej mu uwierzyć, że komukolwiek na nim zależy — i tym rzadziej sam się po cokolwiek zgłosi. Czekanie w gotowości to za mało. Dlatego wychodzimy pierwsi, przedstawiamy się i wracamy. Zaufanie buduje się liczbą powrotów.

12 084 rozmowy i działania wokół konkretnych osób w 2025 roku

Pomagamy stanąć na nogi

Wyjście z kryzysu zaczyna się od rzeczy, które dla większości z nas są niewidzialne, bo mamy je od zawsze: dowód osobisty, adres do korespondencji, wizyta u lekarza, numer telefonu, pod który można oddzwonić. W naszym Punkcie Poradnictwa przy Nowogrodzkiej i w autobusie Mobilnego Punktu Poradnictwa pomagamy je odzyskać — a przy okazji można u nas zjeść ciepły posiłek, napić się kawy, spotkać prawnika i psychologa.

Dlaczego tak?

Nie wymagamy trzeźwości — i wiemy, że to może dziwić, więc wyjaśniamy. Uzależnienie jest częścią kryzysu bezdomności, a nie powodem, żeby odmówić człowiekowi pomocy. Ktoś, kto dziś nie jest w stanie przestać pić, nadal może potrzebować lekarza, dokumentów i ciepła — a często potrzebuje ich bardziej niż ktokolwiek inny. Dlatego nasz autobus jest jedynym miejscem w Warszawie, do którego można przyjść w każdym stanie — wystarczy nie stwarzać zagrożenia dla innych. Trzeźwość bywa nie warunkiem, lecz owocem pomocy: w zeszłym roku 515 osób, które spotkaliśmy, podjęło leczenie.

1901 osób skorzystało z Punktu Poradnictwa i autobusu w 2025 roku
Więcej o poradnictwie i autobusie →

Dajemy bezpieczne miejsce

Nie da się szukać pracy, leczyć ani porządkować życia, kiedy każdą noc trzeba planować od nowa. Dlatego prowadzimy Dom „Etezja” — miejsce, w którym mieszka około 130 osób: matki i ojcowie z dziećmi oraz kobiety w ciąży. Osobom, dla których Etezja nie jest właściwym miejscem, pomagamy znaleźć schronienie gdzie indziej w Warszawie — znamy ten system na wylot, bo współtworzymy go od ponad trzydziestu lat.

Dlaczego tak?

Dlaczego dom, a nie noclegownia? Noclegownia daje łóżko na noc — rano trzeba wyjść i wrócić wieczorem. Trudno na tym zbudować cokolwiek trwałego, zwłaszcza z dzieckiem. Dom daje coś innego: stały adres, własny pokój, rytm dnia i ludzi, którzy pomagają uporządkować kolejne sprawy. Dziecko chodzi do tej samej szkoły, rodzic może pracować. To nie jest luksus — to warunek, żeby wyjście z kryzysu było możliwe, a nie tylko odroczone do jutra.

130 osób mieszka w Domu „Etezja”
Więcej o Domu „Etezja” →

Odprowadzamy do własnych drzwi

Ostatni etap wygląda niepozornie, a jest najtrudniejszy. Prowadzimy trzynaście mieszkań treningowych, w których rocznie mieszka około sześćdziesięciu osób — już na swoim, ale jeszcze nie same. Asystent pomaga w rzeczach, o których nie myśli nikt, kto nigdy nie stracił domu: jak rozłożyć pierwszą wypłatę na cały miesiąc, jak nie przestraszyć się pierwszego rachunku, co zrobić z samotnością, która w pustym mieszkaniu potrafi być głośniejsza niż ulica.

Dlaczego tak?

Dlaczego asystent pracuje z jedną osobą latami? Bo nawyki, które pozwoliły przetrwać na ulicy, nie znikają w dniu wprowadzki. Samodzielność to umiejętność, którą odbudowuje się powoli — a każda osoba, która utrzyma własne mieszkanie, to jedna droga przebyta do końca. W wieloletnim wsparciu nie ma nic nieefektywnego: nieefektywne jest ratowanie kogoś wciąż od nowa na tym samym przystanku.

13 mieszkań treningowych, w których rocznie mieszka około 60 osób
Więcej o programie mieszkaniowym →

A pod spodem: system, który to wszystko spina

Żaden z tych etapów nie działa w pojedynkę. Streetworker musi wiedzieć, że w poradni będzie wolny termin. Poradnia — że w domu jest miejsce. Dom — że mieszkanie kiedyś się znajdzie. Dlatego oprócz pracy z ludźmi łączymy ze sobą ponad pięćdziesiąt warszawskich instytucji: ośrodki pomocy społecznej, szpitale, straż miejską, policję, metro, galerie handlowe.

A tam, gdzie drogę zamyka przepis, pracujemy nad jego zmianą — w komisjach przy ratuszu, w ogólnopolskiej Federacji i w parlamencie. To dzięki temu Warszawa ma dziś wpisane w plany pierwsze miejsce noclegowe dla osób uzależnionych.

  • 3000+osób obejmujemy wsparciem każdego roku
  • 59 492działania podjęliśmy w 2025 roku wokół konkretnych ludzi
  • 50+instytucji współpracuje z nami na stałe
  • 1991rok, od którego działamy w Warszawie